Niestety, to tylko wierzchołek góry lodowej. Jak dużej, dowiaduje się dopiero, gdy kierownictwo wyrzuca mnie z pracy. Zostaję zwolniony w trybie natychmiastowym. Gdy chcę rozmawiać z główną szefową, Agatą H., jej koleżanka nie dopuszcza do tego, nie mam możliwości zabrania nawet własnych rzeczy z biura. Gdy domagam się ich otrzymania, wezwana jest Policja. Dzięki nim wchodzę do firmy, a adwokat, który reprezentuje mnie przed Sądem Pracy, wnioskuje o dołączenie do akt sprawy nagrania z interwencji. Tym samym zamysł Iwony L., aby zrobić ze mnie osobę agresywną, spalił na panewce, więcej - staje się dowodem przeciwko… firmie.
Gdy ląduje na bruku, Iwona L. i Wirginia K., wracają do tego, co robiły do tej pory, a mianowicie „łowią” w firmową sieć niczego nieświadome opiekunki. Nie łatwo jest się z niej wydostać, o czym informują mnie następne „ofiary”. Jest ich tak dużo, że firma postanawia działać. Z początkiem 2024 otrzymuję wezwanie do sądu. Jestem oskarżony o zniesławienie i pomówienie przez kierowniczkę firmy z Borzymowskiej. Główna szefowa też mi grozi. Ostrzeżenie widnieje w formie zawoalowanej w samym pozwie…
Nie jestem zdziwiony zastosowaniem wobec mnie działalności slappowej. Strategiczne powództwo zmierzające do stłumienia debaty publicznej w tzw. branży opiekuńczej jest czymś zupełnie naturalnym.
Co ciekawe, inny rekruter, Dżanser S., też zostaje wyrzucony z pracy. W treści pisma do PIP wskazuje, że został zmuszony do złożenia oświadczenia woli (podpisania rozwiązania umowy o pracę na mocy porozumienia stron). Zrobił to w obawie przed zrealizowaniem niekorzystnych następstw natury osobistej i majątkowej, jakie zostały zapowiedziane przez drugą stronę.
- Agata jest wściekła - takie wyjaśnienie ze strony firmy przekazuje z kolei Michał S., udziałowiec, który również jest zamieszany w nieprawidłowości…
Dodaj komentarz
Komentarze