Pani Ula opowiada, że pacjent potrafił krzyczeć i być wulgarny. Kobieta poinformowała o wszystkim agencję, w której pracowała. - Co zrobiła firma? Wysłała kolejną opiekunkę na moje miejsce, a mi potrąciła z wynagrodzenia pieniądze za podróż, bo zrezygnowałam. To i tak najlżejsza z możliwych "kar", jakie mogły spaść na panią Ulę. Często bowiem w umowach o współpracy pojawiają się zapisy o wypłacie odszkodowania, gdyby doszło do odwołania zlecenia z winy zleceniobiorcy. Wysokość kary? 4000 euro.
money.pl
Dodaj komentarz
Komentarze