Pani Łucja jest opiekunką osób starszych. Przez ostatnie 13 lat dorabiała do emerytury w niemieckich, prywatnych domach. Pracowała z osobami z demencją, depresją, chorobami psychicznymi i wieloma schorzeniami wieku starczego. Jak podkreśla, miała do czynienia z całym przekrojem osobowości podopiecznych, które nierzadko były całkowitym przeciwieństwem jej samej.
— Mnie cechuje otwartość, kreatywność i emocjonalna równowaga. Czuję się osobą szczęśliwą i samonapędzającą się szczęściem, a to z tego powodu, że jeszcze mogę pomagać innym, choć to pomoc za pieniądze. Mogę wykonywać tę pracę, ponieważ zostałam obdarzona przez los i geny zdolnościami kognitywnymi i kompatybilnością, a więc cechą potrzebną do tej pracy. Jako opiekunka zawsze muszę być przygotowana na zmienne nastroje czy dziwne zachowania podopiecznych. Szacunek do starości, cierpienia, kręgosłup moralny i empatia to podstawa zatrudniania opiekunek — deklaruje.
Mimo tak pozytywnego nastawienia i wyznawanych wartości, pani Łucja została źle potraktowana przez swoich pracodawców. Mowa o niemieckich rodzinach, których bliską osobą się opiekowała, ale też o agencjach pośrednictwa pracy, z którymi podpisywała kontrakty na legalną pracę.
— 20 sierpnia 2022 o godz. 6.30 znalazłam się na ulicy, 600 km od domu, z ciężką walizką i torbą podróżną. Paralelna sytuacja spotkała mnie na poprzednim kontrakcie z inną agencją — zaledwie dwa tygodni wcześniej.
Te sytuacje i kolejne przykre doświadczenia z Niemiec spowodowały gorzkie refleksje o tym, jak traktowane są polskie opiekunki i dlaczego ich prawa nie są w żaden sposób chronione.
medonet.pl
Dodaj komentarz
Komentarze