Firmy wytaczają procesy dziennikarzom i aktywistom, rzekomo w obronie swojego dobrego imienia. Mają duże możliwości finansowe, żeby to robić, gdy tymczasem po drugiej stronie stoją osoby, których często w ogóle nie stać na pełnomocników i dla których przegranie sprawy wiązałoby się z ruiną finansową. W rzeczywistości chodzi o to, by opinia publiczna nie dowiedziała się o korupcji lub innych nieprawidłowościach sygnalizowanych przez osoby, którym wytacza się takie procesy. Wymierzone w nich akty oskarżenia czy pozwy cywilne mają na celu nie tylko uciszenie niewygodnych świadków lub dziennikarzy, ale także wywołanie tzw. efektu mrożącego, by inni bali się podejmowania takich tematów.
Jako SLAPPy wykorzystywane są zarówno instrumenty przewidziane w prawie karnym, jak i cywilnym. Jak podaje Marzena Błaszczyk, członkini zarządu Sieci Obywatelskiej Watchdog, najwięcej SLAPPów to sprawy karne z art. 212 kk, związane z dziennikarzami, z osobami, które wypowiadają się publicznie, także w serwisach społecznościowych.
W SLAPPach nie chodzi o samo skazanie czy wyrok nakazujący zapłatę zadośćuczynienia albo przeprosiny. Istotne jest to, że osoba, przeciwko której toczy się sprawa albo wiele spraw, musi wielokrotnie stawiać się na przesłuchania policyjne czy rozprawy sądowe, a przy tym często nie ma pewności, jak zakończy się dla niej ta sprawa.
prawo.pl
Dodaj komentarz
Komentarze