Dla opiekunek seniorów w Niemczech praca nie kończy się o 16 ani w piątek po południu. Spędzają one całe dnie i noce w domach swoich podopiecznych – gotują, piorą, sprzątają. Za tę niezwykle odpowiedzialną pracę otrzymują wynagrodzenie, które przeważnie jest mniej więcej dwukrotnością płacy minimalnej w Polsce. Dla statystycznego Polaka to solidny zarobek, jednak kiedy przyjrzymy się liczbie przepracowanych godzin wyjdzie na to, że opiekunki zarabiają grosze.
Praca jako opiekunka seniorów, mimo że nie wymaga rozbudowanych kwalifikacji, jest trudna fizycznie i emocjonalnie, a jednocześnie naraża pracownice na różne formy wyzysku, ponieważ bardzo często odbywa się w szarej strefie tolerowanej przez polityków, ale niezgodnej z niemieckim prawem – zauważył Frankfurter Allgemeine Zeitung.
Opiekunki seniorów w Niemczech pracują albo w ramach Gewerbe, albo pozyskują zlecenia przez agencje. W przypadku jednoosobowej działalności gospodarczej opiekunka jest przedsiębiorcą i sama odpowiada za wszystkie sprawy zawodowe i urzędowe. Daje to pewną niezależność, ale jednocześnie sprawia, że nikogo nie obchodzi, ile godzin faktycznie taka osoba pracuje.
Praca przez agencję i związana z tym umowa również nie gwarantują pełnej ochrony, mimo że na papierze warunki wyglądają dobrze. Nie da się wykluczyć problemów z rodziną seniora. Być może będzie ona dokładać obowiązków opiekunce do tego stopnia, aż ustalone nawet kilka tygodni wcześniej godziny odpoczynku staną się fikcją. Opiekunka, bojąc się utraty zatrudnienia, zgodzi się zaś na niekorzystne dla warunki.
Tymczasem obecność w charakterze pracownika w domu podopiecznego przez całą dobę jest sprzeczna z regulacjami dotyczącymi czasu pracy, ponieważ przy całodobowej gotowości do pracy nie da się wydzielić pauzy na 11-godzinny ciągły wypoczynek należący się pracownikowi na „normalnej” umowie. Aby taką okazję zapewnić opiekunce, konieczny byłby system zmianowy, lecz ten drastycznie podniósłby koszty dla rodziny seniora, więc nie ma co oczekiwać, że ktokolwiek się na niego zdecyduje. Praca w szarej strefie jest więc maskowana jako sąsiedzka przysługa.
Można by pomyśleć, że praca opiekunki za granicą to worek z pieniędzmi, ale rzeczywistość szybko to weryfikuje. Po przeliczeniu godzin i realnej stawki godzinowej okazuje się, że za ogromne poświęcenie, ciągłą dyspozycyjność i odpowiedzialność nie stoi żaden magiczny zysk. To nie są łatwe pieniądze, tylko wyczerpująca praca z ludźmi z niepełnosprawnościami fizycznymi i często jeszcze psychicznymi, która wbrew obiegowym opiniom wcale nie oznacza finansowego eldorado.
Państwo niemieckie niby próbuje walczyć z łamaniem praw człowieka i pracownika, jednak ze względu na skalę potrzeb społecznych chętniej przymyka oko na nieprawidłowości. Poza tym prywatne mieszkania trudno kontrolować ze względu na ich konstytucyjną nietykalność. W rezultacie codzienna opieka nad seniorami działa w systemie, który mimo wewnętrznej sprzeczności jest niezbędny do utrzymania funkcjonowania setek tysięcy niemieckich domów.
bezprawnik.pl
Dodaj komentarz
Komentarze