Polska jest w bardzo specyficznej sytuacji, bo jednocześnie jest „dostawcą” i „odbiorcą” opiekunek. – Polskie pracownice wyjeżdżają do pracy na Zachód, za to my ściągamy do pracy cudzoziemki. Najliczniejszą grupę stanowią Ukrainki, chociaż ostatnio powstało kilka agencji pracy tymczasowej, sprowadzających też opiekunki z Filipin – mówi DW Adam Rogalewski, jeden z autorów raportu przygotowanego przez Europejski Komitet Społeczno-Ekonomiczny (EESC).
Ponieważ kwestia opieki domowej nie jest w Polsce uregulowana prawnie, większość opiekunek zatrudniana jest na czarno.
– W Polsce ta tematyka właściwie nie istnieje, ani w dyskursie publicznym ani wśród decydentów politycznych, to wiąże się z tym, że nie mamy żadnych danych statystycznych dotyczących opiekunów. Ich głos jest kompletnie niesłyszalny. Związki zawodowe nie zajmują się ich sytuacją. Do tego mamy ustawodawstwo, które mocno ogranicza prawa pracownicze tych osób. Jeśli opiekunka już otrzyma legalną umowę, to jest to zwykle umowa na zlecenie, gdzie pomoc domowa i tak wykluczona jest z minimalnej stawki godzinowej oraz ustawodawstwa dotyczącego czasu pracy – tłumaczy Rogalewski.
W czasie zbierania materiałów do raportu Rogalewski spotkał się z opiekunkami pracującymi zarówno w Polsce, jak i Niemczech. W tym z 45-letnią Natalią Myronowną Bilous, która od dziewięciu lat opiekuje się osobami starszymi w Polsce, przez większość czasu bez umowy. Za pracę 7 dni w tygodniu zarabia ok. 2,5 tys. zł miesięcznie, często jednak jej wypłata jest opóźniana bez podania konkretnego powodu, pracodawca nie opłaca jej też ubezpieczenia zdrowotnego. Kobieta wielokrotnie była źle traktowana, otrzymywała propozycje seksualne, została też kilkakrotnie bezpodstawnie oskarżona o kradzież i straszona deportacją.
dw.com
Dodaj komentarz
Komentarze