Przy Związkowej Alternatywie powstał pierwszy w kraju związek zawodowy zrzeszający opiekunki osób starszych. Ich koordynatorką jest Izabela Marcinek. Pod koniec maja 2020 r. jego członkinie napisały do resortu pracy list, prosząc o interwencję prawną. Zwróciły uwagę, że przy zatrudnianiu ich w Niemczech stosowane są bardzo niekorzystne polskie umowy zlecenia lub umowy tylko ustne. Bardzo wiele kobiet (nawet 200 tys.) pracuje w sektorze opieki na czarno, bez ubezpieczenia i praw pracowniczych.
Opiekunki poprosiły rząd o podjęcie rozmów ze stroną niemiecką w celu objęcia ich niemiecką ochroną prawną. Najlepiej poprzez stworzenie międzynarodowego układu zbiorowego, który gwarantowałby obligatoryjne umowy o pracę i wyeliminowanie z pośrednictwa nieuczciwych agencji pracy.
Z odpowiedzi resortu pracy, do której dotarł money.pl, wynika, że postulaty opiekunek nie będą uwzględnione. Wiceminister pracy Alina Nowak tłumaczy, że "z uwagi na to, że osoby starsze w Niemczech stanowią jedną piątą społeczeństwa, zapotrzebowanie na pracę opiekunek osób starszych jest w Niemczech bardzo duże. W związku z tym polskie opiekunki, decydujące się na wykonywanie swojej ciężkiej pracy w Niemczech, powinny mieć świadomość, że ich pozycja negocjacyjna przy zawieraniu umów jest dobra, a oferowane przez agencje wynagrodzenie wyraźnie wyższe od minimalnych stawek".
Według wiceminister, jeśli coraz więcej osób będzie decydować się na szukanie pracy jako opiekun osób starszych w Niemczech bez pośrednictwa agencji zatrudnienia, to spowoduje to, że agencje obniżą swoje dotychczasowe zyski i zapewnią lepsze umowy opiekunkom. Zdaniem Aliny Nowak relacje pomiędzy opiekunką a rodziną podopiecznego trudno jest też regulować międzynarodowym układem zbiorowym.
Jak zapewnia ministerstwo rodziny, od 1 sierpnia 2020 r. w życie wchodzą nowe regulacje, które zdecydowanie poprawią warunki pracy opiekunek. W tym przypadku warunki zatrudnienia będą określać przepisy niemieckie, co praktycznie oznacza likwidację umów cywilnoprawnych w tym sektorze. Przepisy te również przewidują ścisłą współpracę Państwowej Inspekcji Pracy z jej niemieckim odpowiednikiem, wzajemne informowanie się m.in na temat nieprawidłowości przy zatrudnianiu pracowników delegowanych.
Związkowcy nie kryją oburzenia takim stawianiem sprawy. - Odpowiedź ministerstwa to wyraz arogancji i ignorancji władzy. Polskie opiekunki pracują na niskopłatnych, nieetatowych umowach, które są sprzeczne tak z prawem polskim, jak i niemieckim. Trudno też nam zrozumieć, dlaczego rząd przyzwala, by owoce ciężkiej pracy opiekuńczej zawłaszczały agencje zatrudnienia? - pyta Piotr Szumlewicz, przewodniczący Związku Zawodowego Związkowa Alternatywa.
Również niemieccy związkowcy są zdumieni postawą polskiego rządu. Głos w sporze zabrały największe związki zawodowe w Niemczech. Maria Aniol z Federacji Niemieckich Związków Zawodowych DGB w rozmowie z money.pl mówi tak: - Polskie opiekunki na umowach-zlecenie mają wiele problemów: nieunormowany czas pracy, ciągła dyspozycyjność, niezapłacone nadgodziny, wysokie kary umowne za najmniejszy błąd, także nieumyślny, regularny brak ostatniego wynagrodzenia w wypadku zerwania umowy, brak wsparcia przy opiece ze strony rodziny - wylicza nasza rozmówczyni. Dodaje, że opiekunki są wycieńczone i pozostawione same sobie. Przykładem jest historia pani Izy, polskiej opiekunki w Niemczech, która napisała do nas maila.
Pani Iza żali się, że zlecenie napisane było zawiłym językiem. Umowę podpisała z polską agencją, ale na miejscu kontrolę nad jej pracą sprawował niemiecki koordynator już z innej agencji. Kiedy znalazła się w tarapatach, obie firmy umyły ręce i przestały odpowiadać na jej maile i telefony.
"Nikt nie jest za nic odpowiedzialny. Przed kim mam dochodzić swoich praw?" - pytała kobieta. W końcu wróciła do Polski bez pracy.
- Często kontaktujemy się z polskimi agencjami. Czasami współpracują z nami. Zazwyczaj z obawy przed utratą dobrej opinii, co utrudniłoby im werbowanie nowych opiekunek. Jeśli agencja nie współpracuje i odrzuca roszczenia opiekunki, pozostaje jej wyłącznie droga sądowa w Polsce - informuje przedstawicielka DGB. Jak przyznaje, rząd niemiecki nie interesuje się tematem niewolniczej pracy w prywatnych domach, ponieważ nie ma na to żadnego alternatywnego rozwiązania. Polskie opiekunki wypełniają rynkową lukę.
Maria Aniol podaje, że opiekunka, jeśli miałaby niemiecką umowę o pracę i płacone za każdą nadgodzinę, a także godziny dyspozycyjności w nocy, musiałaby dostać kilka tysięcy więcej miesięcznie niż aktualnie. Żadnej przeciętnej niemieckiej rodziny na to nie stać, pomijając fakt, że wg niemieckiego prawa nie można tyle pracować. Aby zapewnić opiekę 24/h, rodzina musiałby zatrudnić aż trzy opiekunki.
Związkowcy z DGB zapowiadają, że będą drążyć kwestię umów zleceń przed niemieckimi sądami. Chcą wyeliminować zlecenia w opiece raz na zawsze. Również Związkowa Alternatywa nie składa jeszcze broni. - W najbliższych tygodniach podejmiemy kolejne działania na rzecz eliminacji umów śmieciowych w branży opieki, w tym będziemy kontynuować wysiłki na rzecz zawarcia układu zbiorowego dla całej branży - informuje Piotr Szumlewicz.
Związkowcy rozważają też podjęcie kroków prawnych wobec agencji zatrudnienia łamiących prawo i złożenie pozwów sądowych przeciwko nim. Jak przypomina Miłosława Strzelec-Gwóźdź, partner i radca prawny w kancelarii gpkancelaria.pl, agencje nie mają prawa pobierać od opiekunek żadnej prowizji za pośrednictwo w kontaktowaniu jej z rodziną. Uzgodnienia pomiędzy agencją pracy a rodziną co do marży nie mogą też w żaden sposób niekorzystnie wpływać na wysokość oferowanego wynagrodzenia. Zdaniem Izabeli Marcinek wiele niemieckich rodzin nie wie, że nawet połowa kwoty, którą płacą agencjom na wynagrodzenie opiekunki, trafia do kieszeni pośrednika.
money.pl
Dodaj komentarz
Komentarze